Co ma perfekcjonizm do produktywności?

by Agnieszka Jarzębowska
jak planować zadania

Masz do wykonanie zadania, ochoczo przystępujesz do pracy. Tworzysz, piszesz, fotografujesz, uzupełniasz, wypełniasz, itd. Zadanie jest już prawie skończone… właśnie prawie. Patrzysz na swoją pracę i wciąż nie jesteś usatysfakcjonowany. Dostrzegasz mnóstwo małych rzeczy, które można poprawić. Jesteś krytyczny wobec własnej pracy, a nawet (może właśnie Ciebie to dotyczy) masz ochotę zacząć wszystko od początku, bo to co przygotowałeś nie nadaje się, aby mogło ujrzeć światło dzienne. To się nazywa perfekcjonizm. Zmora produktywności i efektywności. Jeśli i Ciebie w jakimś stopniu dotyczy ten problem dowiedz się do czego prowadzi w życiu i jak można nad nim pracować.

Perfekcjonizm może być formą obronną przed podjęciem działania i wymówką na odkładanie wszystkich ważnych spraw na lepszy czas, na odpowiedni moment, czyli na nie realizowanie zadań. Może być także blokadą przed oddaniem ukończonego dzieła – bo jeszcze trzeba poprawić, zmienić i dopracować. W konsekwencji czas realizacji zadania wydłuża się znacznie i nie dotrzymujemy terminów. Bycie perfekcjonistą to także świetna wymówka dla samego siebie. Nie zacząłem realizacji swoich marzeń i celów, bo wiem, że jestem perfekcjonistą i nie posiadam jeszcze odpowiedniej wiedzy, aby to zrealizować. Jeszcze muszę się nauczyć ( czego?…), jeszcze muszę zrobić (co?…) i tak w nieskończoność.

Perfekcjoniści są swoimi własnymi demonami.

 — Jack Kirby

Perfekcjonista jest własnym nadzorcą i największym krytykiem własnego dzieła. Bierze na siebie znacznie więcej niż potrafi unieść, a stąd prosta droga do błędów, wypalenia i pracy ponad własne możliwości. Jeśli się nie uda jest frustracja, wybuch złości, poczucie winy i obwinianie innych, najczęściej za to, że nie sprostali wygórowanym oczekiwaniom perfekcjonisty. Jeśli natomiast się uda, perfekcjonista i tak tego nie docenia, bo zna ułomności i niedociągnięcia własnego dzieła.

Największe przewinienia perfekcjonisty:

Sprawdza i poprawia wszystko po pracownikach, przez co nie daje im się rozwinąć. Pracownicy mają poczucie, że nie są wystarczająco dobrzy, dokładni, wartościowi. W konsekwencji prowadzi to do oddawania przez nich zadań wykonanych bardzo niedokładnie – po co mam się starać, skoro szef i tak to poprawi według własnych standardów.

Daje odczuć ludziom ze swojego otoczenia, że nie są wystarczająco dobrzy. Dostrzega ich potknięcia, błędy, niedociągnięcia i niedokładności, czyli zwyczajnie mówiąc wytyka im błędy.

Dąży do kontrolowania rzeczywistości. Nie wyobraża sobie, aby coś wyszło z firmy bez jego sprawdzenia i bez jego wiedzy. W życiu rodzinnym „steruje” wszystkim i wszystkimi (ja to określam mianem: centralnego sterowania). Domownicy są przyzwyczajeni, że z każdą wątpliwością zwracają się do perfekcjonisty: nie ma makaronu świderki to jaki mam kupić? i tego rodzaju przypadki. Osoba ta wydaje polecenia i sprawdza, czy czynności zostały wykonane zgodnie z instrukcją i zamiast doceniać to, że coś zostało zrealizowane skupia się na tym, czy aby realizacja przebiegła zgodnie z ustaloną procedurą. W tych okolicznościach perfekcjonista czuje się niezastąpiony, a współtowarzysze pozbawieni możliwości samodzielnego działania.

Bierze na siebie za dużo, bo tylko on potrafi to zrobić tak jak należy. Tylko on dopracuje każdy szczegół. Konsekwencje tak wielu spraw, nad którymi ma się kontrolę mogą być jednak niebezpieczne dla zdrowia: zmęczenie, wypalenie, stres.

Nie potrafi prosić o pomoc, bo nikt nie zrobi tego lepiej niż on.

Nie deleguje zadań (mocno związane z powyższym), bo tylko on tego dopilnuje i dopnie na ostatni guzik. Tylko jak dużo zadań można wykonywać samodzielnie? Jak dużo wiedzy trzeba mieć, aby wszystko robić samemu? I wreszcie gdzie czas na efektywność? Szef kontrolujący realizację najdrobniejszych zadań, poprawiający przecinki w instrukcji nie ma czasu i energii na zajęcie się tym co ważne w rozwoju jego działalności. Skazuje więc firmę na stanie w miejscu.

Skazuje się na życiu w niepewności i stresie. Niepewność wynika z faktu, że nie potrafi pogodzić się z tym, że ludzie mają różny poziom akceptacji błędów i pomyłek, są bardziej dokładni i mniej przykładający się do zadań. Oddanie jakiejkolwiek części zadań współpracownikom powoduje niepewność co do końcowego efektu pracy, a tutaj prosta droga do stresu.

Opóźnienia z powodu ciągłego poprawiania błędów. Niech tutaj rozwinięciem będą słowa:

Zrobione jest lepsze od doskonałego.

Czy zatem mamy pozwolić na bylejakość?

Nie rozumiem, dlaczego kiedy mówię ludziom o perfekcjonizmie i jego skutkach, słyszę zarzuty, że brak perfekcjonizmu powoduje fuszerkę, bylejakość, zawalanie się budowli, źle wyleczone zęby i błędnie przeprowadzone operacje. Ja patrzę na to w kategoriach ciągłego przejścia od jednej skrajności (perfekcjonizmu) do drugiej (bylejakości i fuszerki), a pomiędzy nimi dostrzegam całą różnorodność podejść i zachowań. Świat nie jest albo czarny albo biały, ma wiele odcieni i kolorów. Również podejście do stanu akceptowalności produktu przed jego udostępnieniem do użytku może znajdować się na skali ciągłej.

Przystępując do pisania doktoratu miałam dalekosiężne plany stworzenia dzieła na miarę Nobla. Czytałam mnóstwo opracowań w zakresie podejmowanej tematyki, studiowałam wszystko co się pojawiało w najbardziej prestiżowych czasopismach naukowych z całego świata. Zbierałam materiały, tworzyłam konspekty. Opracowując formułę badań natknęłam się na pierwsze poważne przeszkody, a im dalej szłam tym przeszkód było więcej i były one coraz trudniejsze do pokonania. Wywoływało to frustrację i odbierało przyjemność z tworzenia. Po jakimś czasie poddałam się.

Podjęłam decyzję, że przystąpię do pisania pracy z innym założeniem. Moim celem było złożenie pracy, która uzyska pozytywne recenzję i którą będę mogła obronić uzyskując tytuł doktora. Nie starałam się tworzyć arcydzieła, ale też nie wypisywałam byle czego. W efekcie uzyskałam bardzo dobre recenzje (jedną z wyróżnieniem) i obroniłam swoje badania przed kilkunastoosobową komisją. Cel został zrealizowany. Mimo rezygnacji z perfekcji nie zrezygnowałam z robienie tego dobrze. Czy mogłam to zrobić lepiej? Z pewnością tak. Gdybym jednak nie porzuciła swoich wcześniejszych założeń, pewnie do tej pory walczyłabym z tworzeniem dzieła i poświęcała na to czas, rezygnując z czasu na sprawy, którymi zajmuję się obecnie.

Rezygnacja z perfekcjonizmu daje szansę na uczenie się w trakcie tworzenia, daje możliwość popełniania błędów i uczenia się na nich. Popełniając błędy dostajesz szansę ich poprawienia i za każdym kolejnym razem (jeśli oczywiście wyciągniesz wnioski z błędów) robiąc podobne zadanie wiesz, gdzie wcześniej był błąd i go nie popełniasz. Wiesz co należy robić. Dajesz sobie prawo do uczenia się. Próbując być perfekcyjnym nie dajesz szansy oceny Twojej pracy przez innych, unikasz nauki, zamykasz się na krytykę i ocenę innych, skazujesz się na jednostronne patrzenie przez pryzmat własnych doświadczeń i własnych oczekiwań.

Nie musisz od razu ogłaszać światu, że zrobiłeś coś wyjątkowego, możesz powiedzieć, że masz wersję testową. Chociaż znam takich, którzy bardzo niedopracowane wersje wypuszczają w świat i wierzą, iż są one perfekcyjne i potrafią do tego przekonać innych, a w trakcie użytkowania otrzymują informacje od użytkowników o niedociągnięciach i poświęcają czas na ich poprawę. Ale w tym przypadku ich produkt generuje przychód. Ponadto są na rynku obecni przed konkurencją, a jak wiadomo pierwszy ma łatwiej.

W życiu codziennym również nie warto przywiązywać wagi do wszystkiego co się wykonuje. Wiele kobiet, które spotykam na swojej drodze zarzuca partnerom, że nie sprzątają dokładnie i jak jest potrzeba sprzątnięcia czegoś to wolą to zrobić samodzielnie. A ja się dziwie. Czy wolisz tracić swój czas na bieganie ze ścierką i mopem zamiast pomalować paznokcie albo poleżeć w wannie? Ciesz się tym, że ktoś zrobił coś co miało być wykonane, a jeśli coś można zrobić lepiej to zachęć drugą osobę do tego, ale nie krytyką i narzekaniem, a tym bardziej nie wyręczaniem, tylko rozmową i uświadomieniem.

Zanim więc po raz kolejny dopuścisz się któregoś z przewinień perfekcjonisty, zatrzymaj się na chwilę i zastanów, jakie masz korzyści z tego, że ktoś wykonał zadanie samodzielnie, bez Twojego udziału. Pomyśl co zyskałeś dzięki tej pracy: może czas na rozwijanie nowych pomysłów, może czas na przyjemność. Jeśli dostrzegasz błędy lub nieprawidłowości w czyjejś pracy zapisz je i przekaż wykonawcy, precyzując dokładnie czego oczekujesz. Niech Twój współpracownik także ma szansę wyciągnąć wnioski z popełnionych błędów. Jeśli praca ma przebiegać zgodnie z jakimiś wytycznymi, zapisz je i poinformuj wykonawcę o oczekiwaniach i efekcie końcowym jaki chcesz uzyskać.

Perfekcjonizm to odmowa ruszenia naprzód. (…) Przeobrażamy naszą oryginalność w sztampę, której brak pasji i spontaniczności. (…) Perfekcjonista poprawia każdy wers tak długo, aż żaden nie jest taki jak trzeba. Perfekcjonista poprawia zarys podbródka tak długo, aż w kartce zrobi się dziura. Perfekcjonista tworzy tyle wariantów pierwszej sceny, aż nigdy nie dociera do pozostałych.

Perfekcjonizm nie jest dążeniem do tego, co najlepsze. Jest pogonią za tym, co w nas najgorsze, za tą częścią naszej duszy, która twierdzi, że nigdy nie będziemy wystarczająco dobrzy – że powinniśmy zacząć od nowa.

– Julia Cameron „Droga Artysty”

 


Jeśli podoba Ci się wpis i chcesz pozostać na bieżąco

Zobacz inne wpisy

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć Ci usługi na jak najwyższym poziomie. Wyrażam zgodę Dowiedz się więcej