Nie zawsze potrafiłam żyć na własnych zasadach. Jeszcze kilka lat temu każdego dnia miałam kalendarz wypełniony po brzegi spotkaniami, zadaniami i sprawami, które muszę załatwić. Byłam mistrzynią w realizacji wszystkiego co mi wpadło. Ktoś nie może przyjść do pracy, nie ma problemu mogę go zastąpić. Koleżanka ma problem, nie ma sprawy, pomogę. Zadania realizowałam szybko i skutecznie, nie cierpiałam jak coś niezałatwionego wisi mi nad głową.

W 2013 roku będąc w siódmym miesiącu ciąży złożyłam pracę doktorską, zdałam egzaminy, pracowałam na pełny etat. Dwa tygodnie po urodzeniu dziecka wróciłam do pracy szkoleniowej. Świetnie organizowałam życie całej trójki ustalając kto i kiedy ma co zrobić. Mając kilkumiesięczne dziecko przygotowywałam się do obrony doktoratu, szkoliłam, zajmowałam domem i dbałam o rozwój naszego maleństwa.

Któregoś dnia zadałam sobie pytanie Po co to wszystko? Nie potrafiłam sobie szczerze odpowiedzieć od razu, trwało to jakiś czas. Ale w końcu znalazłam odpowiedź.

Teraz moje życie wygląda (prawie) tak jak chcę. Żyję na własnych zasadach. Nadal realizuję zadania, ale tylko te, które sama sobie wyznaczę. Z okresu zapracowania pozostała mi konsekwencja i determinacja w dążeniu do celu. Chętnie Cię tego nauczę.